czwartek, 3 października 2013

Na miejscówce

Dziś zapraszam Was na małą wycieczkę. Zaplanowałem ją na patencie programu "Stasiak na miejscówce". Jeśli nie znacie motywu to kliknijcie w czerwone i pooglądajcie jeden z youtube'owych odcinków. Tak więc zakładam, że przyjechaliście do mnie a ja oprowadzam Was po moich miejscówkach - czyli po SANOKU. Mam nadzieję, że nie zrazicie się długością postu - ale jednak dziś będzie bardziej zdjęciowo niż tekstowo.

Sanok (pełna nazwa Królewskie Wolne Miasto Sanok) - miasto powiatowe w województwie podkarpackim. Położone w dolinie Sanu, w Kotlinie Sanockiej, w Euroregionie Karpackim. Jest jednym z najdalej wysuniętych na południowy wschód ośrodków miejskich Polski oraz ważnym węzłem komunikacyjnym na skrzyżowaniu dróg na Słowację i Ukrainę. Miasto liczy około 40 000 mieszkańców.

Herb Sanoka.

Zaczynamy więc od mojej pierwszej miejscówki. Boisko przy moim Gimnazjum nr 4. Tak na prawdę to tu działo się moje całe dzieciństwo - i mimo, że miejsce jest dość szare i przygnębiające to mam z nim związanych mnóstwo zajebistych i kolorowych wspomnień. Chyba już od przedszkola grywałem tu w piłkę i ryłem butami po asfaltowym boisku. Kilka lat później gdy już byłem szalonym gimnazjalistą tutaj odbywały się pierwsze melanże - a niedaleko był sklep z łatwym dla nieletnich dostępem do alkoholu. Gimbaza - najbardziej zakręcony okres w moim życiu.

Nie mam aktualnego zdjęcia więc wrzucam zdjęcie ze Street View.

To teraz polecimy dalej i obejrzymy moje osiedle. Szybki rzut oka na ogół - dzielnica Wójtostwo.  Niegdyś służyła za bazę wojskową, a w czasie II Wojny Światowej po dwóch przeciwnych brzegach rzeki stacjonowały wojska Niemieckie i Sowieckie - było tu ponoć gorąco! Za mojego dzieciństwa również, bo walki pomiędzy podwórkami zdarzały się często. Moja ekipa nazywała się "LangDeath" - lang (od ulicy Langiewicza), death (śmierć) ... a gdyby zamienić "lAng" na "lOng" to było by DŁUGA ŚMIERĆ. Haha.
Dziś jest to największe osiedle Sanoka, a dla mnie najlepsze miejsce na Ziemi. Popatrzcie jaka piękna okolica stworzyła "czarno-białego" mnie. 

Wójtostwo - na dalszym planie widać San oraz Góry Słonne.


W dalszą podróż powinniśmy się wybrać AUTOSANEM, czyli tzw. "sanockim boćkiem". Fabryka autobusów istnieje w mieście od roku 1832. Na początku produkowała kotły a następnie wagony kolejowe. W PRL-u Autosan był najpopularniejszym autobusem i zapewne Wasi rodzice oraz dziadkowie pamiętają jak jeździli "boćkami" do pracy lub szkoły. Dziś fabryka ma problemy (może ktoś z Was słyszał  o tym w poprzednim tygodniu w TV) ale najnowsze niskopodłogowce zasilają floty takich miast jak Lublin czy Rzeszów, a jeżdżą również zagranicą (np. Meksyk i Nigeria). Założyciele fabryki - Lipiński i Beksiński do dziś uchodzą w mieście za lokalnych bohaterów, mieszkańcy bardzo się z nią identyfikują a biały bocian z loga stał się jednym z symboli miasta. W Sanoku chyba nie ma rodziny nie związanej w jakiś sposób z Autosanem. 

Starszy model Autsana na tle głównego budynku fabryki. (kolor żółty to tradycja)



Przejedźmy się teraz nad brzeg Sanu. Sosenki - teren rekreacyjno-wypoczynkowy. Ulubiona miejscówka wszystkich sportowców - ja osobiście śmigam tu na moje biegowe treningi. Oprócz aktywnego wypoczynku Sanoczanie uprawiają tutaj też plażing/smażing - ewentualnie grilling. W pobliżu są największe i najbardziej klimatyczne ogrody działkowe w okolicy ... ileż ja przeżyłem tu epickich melanży! Imprezy na tych działkach to moja ulubiona forma rozrywki. To również ulubione miejsce turystów - znajduje się tutaj skarpa na której szczycie stworzono taras widokowy. A nieopodal jest oczywiście Skansen. 

Sosenki / Biała Góra - tu się zwiedza, tu się odpoczywa, tu się chleje. 


Skansen - Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku - należy do najpiękniejszych muzeów na wolnym powietrzu w Europie - malownicze położenie na prawym brzegu Sanu. Na terenie około 40 hektarów jest zgromadzona największa liczba eksponatów spośród tego typu muzeów w Polsce. Przedstawia on bardzo realnie życie tutejszych mieszkańców z czasów od XVI do XIX wieku. Żyły tutaj dość szczególne grupy etnograficzne (etniczne), między innymi Bojkowie, Łemkowie (żyją do dziś) oraz prawdopodobnie Huculi. Ja żyję w XXI wieku  - ale oglądając te wszystkie stare chaty i ich wyposażone wnętrza mam wrażenie jakbym cofnął się o kilkaset lat. Coś niesamowitego - unoszącą się w powietrzu historię poczuje nawet ktoś kogo nie jara ten klimat. Na terenie muzeum otworzono niedawno "rynek galicyjski" dokładnie odwzorowujący urbanizację dawnych miasteczek. Nakręcono tutaj już kilka filmów historycznych - a i ja ostatnio jakoś inspiruje się tym co tu zobaczyłem. 

Widok z lotu ptaka na starą część Skansenu.

"Rynek Galicyjski" - czuć tu dziwaczny old school.



Teraz z bardzo, bardzo oldschoolowego miejsca przeniesiemy się do zdecydowanie bardziej "teraźniejszego". Arena Sanok - w tym momencie chyba najnowocześniejsza hala przeznaczona do gry w hokeja na lodzie. Na co dzień swoje mecze rozgrywa tutaj mój ukochany klub KH Sanok. Drużyna z bocianem w herbie dwa lata temu zdobyła tytuł mistrza Polski. Poza ligą hokeja odbywają się tutaj regularnie młodzieżowe mistrzostwa świata w hokeju i short-tracku oraz pre-eliminacje do Olipmiady. Oprócz miłości do klubu wiążę mnie z Areną też wiele miłych wspomnień - nasze "arenowe ślizgawki" zawsze były dobrą okazją żeby poderwać jakąś dziewczynę. Poznałem tu swoją pierwszą prawdziwą miłość ... ahh nic dziwnego, że praktycznie wszyscy w Sanoku potrafią jeździć na łyżwach.

Arena Sanok - rekordowa frekwencja 5000 widzów na meczu Polska-Japonia.


Jedźmy więc dalej - po drodze ujrzymy górujący nad miastem Zamek Królewski. W grodzie kilkukrotnie gościli między innymi Kazimierz Wielki i Władysław Jagiełło a od roku 1461 stał się on "drugim domem" małżonek królewskich. Jego najważniejszą władczynią była królowa Bona Sforza d’Aragona, choć jej pobyt tutaj jest owiany legendą i ponoć ma coś wspólnego ze zmianą przebiegu brzegu Sanu. Nie wiadomo ...

Widok od strony Sanu - ponoć była tutaj spora fosa. 


Teraz przejdziemy się już pieszo w kierunku starówki. A jest to nie lada wyzwanie - ale żeby lepiej poczuć klimat Sanoka będziemy musieli wspiąć się bo długaśnych schodach. Mamy tutaj ich szeroką gamę! Możemy wybrać schody Balowskie, Franciszkańskie, Zamkowe bądź Serpentyny. Ja wybrałem Franiszkańskie prowadzące wprost do klasztoru. Czeka nas pięć minut wspinaczki ... wyobraźcie sobie, że czasem wychodzę nimi kilka razy dziennie. 

Chyba najdłuższa schodowa autostrada w Sanoku. 

Zbliżając się ku centrum miasta miniemy pomnik Grzegorza z Sanoka stojący przy budynku Miejsckiej Biblioteki. Grzesiu stoi przy XIX wiecznej willi i trzyma sobie wielką księgę ... Gregorius Sanocensis był biskupem i arcybiskupem oraz profesorem Akademii Krakowskiej. Ale zasłynął z czego innego - został uznany pierwszym przedstawicielem humanizmu w Polsce jako krytyk scholastyki i poeta. Nie znam się na tym ... ale chyba był spoko gościem. Dla mnie ta miejscówka jest o tyle wyjątkowa, że na placyku obok biblioteki i Grzesia spędziłem sporo czasu. Gdy na osiedlu panowała moda na PARKOUR przesiadywaliśmy  tu z ziomkami długie godziny korzystając z tutejszych murków nieudolnie trenując nasz śmieszny parkour. Nabiłem sobie tutaj wiele siniaków ...


Idąc w stronę Parku miejskiego natkniemy się dość dziwny budynek starego Kinoteatru Sokolnia.  
Aktualnie jest to gmach Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, które kiedyś prowadziło właśnie nasze małe lokalne kino. Dziś kina tutaj nie ma, za to jest największa dyskoteka w mieście - została za to nazwa "Klub Kino". Odbyła się tutaj jedna legendarna impreza - pożegnanie mojej klasy z technikum, niezapomniane ... (chociaż nie pamiętam zbyt dużo) 

Towarzystwo "Sokół" jest teraz w mieście znienawidzone, a klub nazywany "szmateksem".


Park miejski im. Adama Mickiewicza - największy w Polsce park TYPU GÓRSKIEGO. Wow!
Góra Parkowa wyrasta na wysokość 364 m n.p.m. Park poprzez swoje dziwne historie i dużą liczbę projektantów oraz fundatorów podzielony został na kilka części, między innymi część Mickiewicza oraz Chopina. Ja w parku często nie bywam - kiedyś lubiłem tam popijać wino i chodzić na wagary uprawiając symulację skoków narciarskich. Jest to też całkiem przyjemne miejsce do romantycznych spacerów - a gdy już tak marzycielsko zabłądzimy to możemy trafić na takie cudo jak Źródełko Fryderyka Chopina. Nie bardzo wiem gdzie ono dokładnie jest ... musiałbym znowu się tam zgubić. 

Tajemnicze źródełko, które ukrywa się w czeluściach parku. 

Po drodze przejdziemy przez Plac Św. Michała (bądź też Mały Rynek). Przy Placu znajduje się Dom mansjonarski, który pełni teraz funkcję Młodzieżowego Domu Kultury - i to właśnie tutaj od dwóch lat bawię się w internetowe Radio Bieszczady.fm. Więc często tędy zapierdzielam. Parę miesięcy temu wyglądało to tak: 

Jak widać cały rozkopany. A dlaczego? A no dlatego, że przez około rok trwały tutaj prace archeologiczne dotyczące kościoła oraz cmentarza pochodzącego z XIV wieku. Niestety skarb św. Michała nie został odnaleziony - ale zdarzyły się jakieś podkowy i naszyjniki. Mury kościoła zostały utrwalone i Plac wygląda teraz w ten sposób:



Zmęczyłem się nieco. Chodźmy na piwo! Do towarzystwa możemy sobie wziąć dobrego wojaka Szwejka.
Józef Szwejk - czeski żołnierz i dezerter robiący wszystko by tylko nie musieć walczyć. Jest on dość zagadkową postacią i tak na prawdę nie wiadomo ile jest prawdy w jego historiach, które często dotyczyły Sanoka. Większość z nich pochodzi z powieści "Osudy dobrého vojáka Švejka za světové války". Był to człowiek bardzo komiczny, prowadzący hulaszczy tryb życia. Jego życie to jedna wielka anegdota. W Sanoku nadano nazwę "Zaułek Józefa Szwejka" uliczce, przy której w jego czasach mieścił się dom publiczny. Można by wywnioskować, że był on pierwszym sanockim alfonsem. 

Trzeba złapać go za nochal by doświadczyć wielkiego przypływu szczęścia. 


Widzieliśmy już Zamek Królewski ale tylko z daleka - teraz przyjrzyjmy się nieco bliżej. Znajduje się tutaj Muzeum Historyczne. Wchodząc do wnętrza Zamku królowej Bony będziemy mogli zobaczyć około 20 000 eksponatów! Posiada wydzielone działy archeologiczny, ikonograficzny, historyczny, konserwatorski oraz galerię autorską Zdzisława Beksińskiego (prawnuk założyciela Autosanu). Beksiński był fotografem, rysownikiem, malarzem i projektantem - klątwa jego rodziny dopełniła się w 2005 roku i został on zamordowany. Prawie cały swój dorobek artystyczny przepisał sanockiemu muzeum. Jego twórczość mnie poraża i odbiera możliwość logicznego myślenia. Zobaczcie sami TUTAJ. Mój idol i mistrz. 



Zwodziłem Was, zwodziłem ale w końcu doszliśmy. Zapadła noc, jesteśmy w centralnym punkcie miasta - Rynek Główny. Przez Sanoczan nazywany teraz "czerwonym placem" ... Podejrzewam, że to jeden z nielicznych w Polsce rynków, przy których znajdują się aż dwa ratusze. Rynek jest wielgaśny i ciężko by wyliczyć co się jeszcze przy nim znajduje. Ale przede wszystkim dużo knajp w których można napić się piwka w iście sielskim, galicyjskim klimacie. Jest też Karczma w której można pożywić się takimi pysznościami jak Gołąbki Bieszczadzkie, Hreczanyki czy Fuczki. Idealne zakończenie dnia zarówno dla turystów jak i tubylców. 



Dobra, zalkoholizowaliśmy się już więc możemy iść spać. A jutro jedziemy dalej. Proponuję wycieczkę w Bieszczady. Najpierw odwiedzimy Zagórz a później Solinę/Polańczyk. 


Wzgórze Mariemont - ruiny warownego klasztoru i kościoła Karmelitów Bosych.


Widok z lotu ptaka na zaporę i Zalew Soliński. Moja ulubiona miejscówka na wakacje!


Jeżeli ktoś dotrwał do tego momentu oglądając wszystkie miejscówki to gratuluję - to mój najdłuższy post w historii. Mam nadzieję, że moje miejscówki się Wam spodobały i być może odwiedzicie kiedyś Królewskie Wolne Miasto Sanok. 

Wydaje mi się, że jest to fajny sposób na wirtualne zwiedzanie - więc może ktoś z Was zdecyduje się pokazać swoje miejscówki ?! Chętnie bym je zobaczył. Dawać mi tutaj :)


"SZUM AUT, TROCHĘ ULIC, TROCHĘ BLOKÓW - TAK SIĘ ŻYJE TU W MIEŚCIE SANOKU!"






27 komentarzy:

  1. Dobry pomysł, chyba kiedyś opiszę tak Bydgoszcz... Albo moja wieś, ale to na wiosnę, wtedy jest najpiękniejsza.
    Beksiński!! Łaaaa, wychowałam sie na tym gościu, mama miała album z jego dziełami, i jako dzieciak przeglądałam sobie te straszliwe malowidła... szczególnie te z człowiekiem-pająkiem na tle ruin miasta... Boże, chyba jadę do Sanoku pierwszym pociagiem!
    jak ze wszystkiego zdam rodzicom relację, to moze pojadę w Bieszczady w wakacje...Im sie zapalają czerwone lampki gdy słyszą "skansen", "zamek" i "góry".
    A właśnie! Z tej pracy nma WOK o Łemkach dostałam szóstkę! Przedstawiliśmy nasza legendę i audycje telewizyjną o świętach Bożego Narodzenia (Rizdwie!) według tradycji Łemkowskich. Wszysto brałam ze strony skansenu, którą mi podałeś, wiec jestem DOZGONNIE wdzięczna! No i jak gwary sie wyuczyłam, to ja pisałam tekst! Prezentowanie wyszło nam już gorzej, ale dała szóstkę, kochana pani od WOK-u.Szóstkę! Dzieki na wieki!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Moi rodzice to historycy, archeologowie, fascynaci wędrówek górskich i byli harcerze i to wszystko we dwóch osobach, które uparcie twierdzą, że nie są jeszcze stare i na Giewont też wejdą, jak wezmą maść na stawy:) Dlatego zwiedzam wszystkie zabytki i włażę na wszsytkie góry w okolicy, gdziekolwiek pojedziemy.

      Usuń
  2. Też mi wpadł w oczu tytuł Twojego bloga i podobieństwo, ale postanowiłam jedynie delikatnie napomknąć o kwestii. Swoja drogą to całkiem ciekawe, że akurat tak się złożyło :). Ja również się cieszę, że trafiłam do Ciebie, pośród tych wszystkich blogów.

    Posta komentuję wieczorem, bo teraz lecę :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały post, poczułam się prawie jakbym była w tym Sanoku:) Niestety, to bardzo daleko ode mnie i nie miałam okazji się tu znaleźć. A szkoda, bo widać, że okolica jest piękna. W moim mieście nie da się niestety wykrzesać takich opisów, wszystko coraz bardziej brzydnie, ubożeje, znika, wyludnia się...
    Wreszcie trafiłam w blogosferze na jakiegoś fana hokeja na lodzie, jak miło! Ja uwielbiam polską reprezentację i TKH Toruń. Ale i mecze Sanoka gdzieś mi się obijają o uszy...Mam jeszcze jeden powód więcej, by Cię lubić:) Miłego popołudnia, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wracam!
    Uwielbiam takie toury. Mały ten Wasz Sanok, ale z jaką duszą! Myślałam, że na początku odpadnę : "Autosan", "Sosenki" :D. Ogólnie jednak bardzo pozytywnie wszystko przedstawiasz. Podobała mi się wstawka o drugiej wojnie światowej oraz niesamowitym Wzgórzu Mariemont. Chciałabym mieć coś takiego tutaj! Porywa jeszcze w podobnych klimatach fontanienka. Naprawdę świetnie!

    szara-mordka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. ciekawy pomysł na post, tym bardziej, że poznajemy miejscowość z punktu widzenia mieszkańca, a nie jakże często zbyt przerysowanego 'przewodnika turystycznego' ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślę nad tym, gdy tylko znajdę kilka dłuższych chwil ;) ostatnio nie mam na nic czasu, a na taki post trochę go potrzeba :D

      Usuń
  6. Kurcze, ale tam są wspaniałe góry! Wielkie dzięki za taki post, nie miałam pojęcia o powiązaniu Sanoka (tak to się odmienia?) z Beksińskim, który obok Witkacego jest moim ulubionym malarzem i autorytetem w kwestii malowania zwariowanych drzew. Ogólnie wygląda mi to bardzo interesująco, szkoda że z mojego miasta nie ma pociągu w góry, tylko jakieś przesiadki...To nic, na pewno kiedyś się wybiorę. Bieszczady planuję już od dawna, są niesamowicie pociągające. Jak to góry...

    OdpowiedzUsuń
  7. Drugi stasiak :D Ostatnio oglądałam odcinek, jak był u Małpy, przyjemne rzeczy.
    Wiesz co, piękne zamki, zameczki i ryneczki, ale mi tam najbardziej się podoba gimbazjalne boisko melanżowych cudów i kolorowe osiedle wydające czarno-białych ludzi :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Koncepcję mniej więcej mam, ale pewnie jeszcze wszystko się zmieni. A Sosenki etc rozwaliły mnie, bo miałam wrażenie, że w każdym słowie występuje Sanok :). Choć może jakoś tak mi się wydawało, u nas to czegoś takiego nima, a może z drugiej strony szkoda. Ma to swój urok.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak to już u mnie jest-zuzel od dawna, hokej od nieco krotszego czasu, ale pozostaje w wierności tym dyacyplinom:-) Choć innymi rzeczami szybko się nudze, to nie dotyczy sportu. Jeśli chodzi o mieszkanie-jestem ze wschodu Wielkopolski, około godziny jazdy do Poznania. Do centrum Polski czy nad morze nie jest mi trudno dotrzeć, ale np. Warszawa, Wrocław, o Sanoku nie mówiąc, to już wyższa szkoła jazdy...I niezła jazda w ogóle...Czekam na następne ciekawe posty, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny blog!!! obserwujemy???
    http://moniqqus.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spierdalaj stąd i nie chcę cie tu nigdy więcej widzieć :)

      Usuń
  11. Moje miejscówki są częściowo znane, bo kiedyś też pokazywałam je na swoim blogu, a Twoje niektóre też znam :P, ale powiem Ci też szczerze, że niektórymi mnie zaskoczyłeś. Mam kolejne miejsca do sprawdzenia przy kolejnym razie odwiedzenia Sanoku.

    Stasiak w Poznaniu, najs!

    OdpowiedzUsuń
  12. Refren mistrz, dokładnie, nie mogę czytać jak ludzie się przypierdzielają, że nieczysto czy coś. Emocyjki są, więc jak typowa baba - jaram się. :D

    Ciekawa jestem co byś zrobił. Pisz, pisz, czekam, bo to się rzadko zdarza, że ktoś mówi iż wie dokładnie.

    Wiesz co... Ja jednak obstaję przy poznawaniu miasta przez ludzi. Pamiętasz park we Wrocławiu, o którym Ci mówiłam i w którym w końcu byłeś? Pewien człowiek mnie tam zaciągnął. Zwiedziłam z nim jeszcze kościół, rynek wzdłuż i wszerz, i inne wrocławskiej miejscówki. Przez to, że byłam tam z nim zakochałam się w tych miejscach. Z tego powodu uważam, że ważniejsi są ludzie, z którymi się idzie, niż zabytki same w sobie.
    A jak będę w Sanoku kiedyś to do Ciebie napiszę i mi pokażesz jak to wszystko naprawdę wygląda :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Sosenki! wygląda fajnie, wybrałabym się tak :) miło tak pozwiedzać Twoją okolicę :) chyba w każdym mieście jest taki ziomek na ławce, którego gdzieś trzeba dotknąć, żeby mieć szczęście :d

    OdpowiedzUsuń
  14. No, ręka też mi się nawet podoba, choć była to pierwsza i na niej na razie skończyłam :). A co do bloga, prowadzę tylko drugiego z opowiadaniem (taaa, napisałam prolog i voila!).

    OdpowiedzUsuń
  15. Spoko brzmi ten Sanok.
    Nigdy nie byłam, w sumie.
    Ale z mojego miasta delegują dużo młodzieży hokejowej (też jesteśmy z tego słynni, ale nie pytaj o szczegóły, ja nie bardzo ogarniam :D).
    Nie bardzo chcę się wirtualnie odsłaniać, także muszę odpuścić sobie taki post. Aczkolwiek pokazanie takich miejsc mnie kusi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Znam ten patent, oglądałam chyba jeden odcinek z Łoną. Owszem, ciekawa sprawa dla zainteresowanych. Bardzo fajnie przedstawiłeś Sanok. Mnie urzekło "odshoolowe" muzeum. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. I po co jechać do Sanoka skoro w Internecie można z przewodnikiem pozwiedzać :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Emocje są tam bezapelacyjnie, ale chyba zgodzę się z większością, że w sumie to nie mogę złapać ogólnego przesłania kawałka. Cóż, pójdę na jego koncert, bo gra podobno niedługo we Wrocku i zobaczę co robi na scenie i czy na żywo wyje jeszcze emocjonalniej ;) No i może mnie olśni przy okazji.

    Muzyczne wspominki najgorsze. Jak sobie puszczę poszczególne kawałki to mam ochotę rozwalić głośniki, jednocześnie nie mogąc wyłączyć dźwięku. Chyba za dużo w nas melancholijnych ciągotek ;)

    Jakieś ciekawe straszne historie masz o sanockich okolicach? Uwielbiam takie pseudolegendy.

    OdpowiedzUsuń
  19. Powiem Ci,że to jeden z moich Twoich ulubionych postów.Czytając, czułam się jakbym tam była...Fajne uczucie - tak móc sobie być w Olsztynie i obczajać miejscówy w Sanoku:D

    OdpowiedzUsuń
  20. Tyle, że od poniedziałku zaczynam pracę -,-" Jakim cudem wymigałeś się od płacenia? To jest mój pierwszy raz i byłabym wdzięczna za jakieś wskazówki :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zachęciłeś do odwiedzenia Sanoku i to bardzo. Ile tu malowniczych miejsc. Cudownie.

    OdpowiedzUsuń
  22. chcialabym pożyczyć zdjęcie, mam nadzieje że to nie problem, potrzebuje do prywatnej pracy pisemnej, dokladnie to schody franciszkanskie.

    OdpowiedzUsuń