Siekierezada - knajpa z takich co średnio zjesz
Nikt cię nie zaczepia, możesz pić za trzech.
Widzę siedzi chłop, chleje non-stop ...
Dawno temu Bóg zostawił go jak szkic, rycinę
A ten wypełnia swoje kontury klinem
Klin, za klinem ... jego "przycisk samozagłady". Istota jego twórczości, istota jego dzieła sztuki na temat upadku, absurdu i bezcelowości życia. Mimo słabej-silnej woli broni się jak umie i na ile mu sił starcza, by go nie naciskać, ale jakoś dziwnie ten guzik zagłębia się w swym łożu do stanu – włączone.
Brak mu silnej woli, w sercu nosi lód ...
On nie chce myśleć o tym wcale,
Hart ducha wypracował w sobie,
Bo Bóg dał mu jedynie talent.
(Moje własne rękodzieło - z którego jestem nieskromnie bardzo zadowolony * idealnie oddaje stan "zagłębiania się guzika" w zadymionej knajpie)
" Bóg dał mu jeszcze wybór - talent lub normalność
Niebieskim ptakiem być … lekkoduch, darmozjad, żyjący z
pracy innych.
Nie sądzicie, że bycie ptakiem mogło by być fajne ? Każdy
chyba się kiedyś zastanawiał jakby to było sobie tak pofruwać … ahh, pięknie. Taki
miejski ptaszek może nawpierdzielać się wszystko co rzucą mu stare babcie z
balkonu bądź małe dziewczynki w parku. Żre za darmo skubany .. wróbel, gołąb i
cała reszta tego ptactwa którego nie rozróżniam. Najpierw zapełni żołądek za
freeko … a później odwdzięczając się – zesra się na twoją głowę lub ramie. I
nie złapiesz chuja … uciekł, odleciał.
Może właśnie określenie „niebieskiego ptaka” wzięło się z
takiego skojarzenia. Ale dlaczego niebieski ? Nie wiem .. jedyny niebieski ptak
jakiego widziałem to paw. Ale z pawiami mam złe skojarzenia, więc zostawmy to
dumne zwierzę. W każdym bądź razie ludzkie ptaki koloru niebieskiego występują
w mieście – gdzie ptaki przeważnie są szare. Szare jak wszystkie te blokowiska
od których każdy niebieski ptak chce uciec. Przeważnie uciekają w złocisty
kolor piwa, czerwony kolor wina, w wódkę(ale jaki ona ma kolor ?), brązowy
kolor whiskey … a może nawet fioletowy kolor denaturatu.
Some people
like the way it feels, some people wanna kill their sorrows …
Ja mam ochotę na kolor zielony … Jeśli wiesz o czym mówię
(?)
Kwiecień – chyba najdziwniejszy dla mnie miesiąc. Nie lubię go.
Zaczyna się wiosna, z jednej strony dobrze ale z drugiej strony w każdej chwili może uderzyć we mnie moja alergia. Teraz jeszcze święta, kolejna porcja wielkiego zamieszania i spotkań rodzinnych – czyli coś czego teraz potrzebuje najmniej, bo chcę kurwa odpocząć.
Jutro będzie 10 kwietnia … „rocznica” jednego z najlepszych bądź też najgorszych dni mojego życia.
W sumie do teraz tego nie wiem .. w każdym bądź razie od tego czasu minęło już 5 lat z tego dwa ostanie były bezpowrotnie stracone i pewnie już się w tym względzie nic nie zmieni.
Do dzisiaj noszę w portfelu pamiątkę po niej …. Chociaż ostatnio miałem ochotę ją spalić.
Takie różne dziwne myśli zawsze towarzyszą mi podczas wieczornych spacerów, wtedy gdy potrzebuje się oderwać, odlecieć…
Ostatnimi czasy w trakcie tych nocnych tripów towarzyszą mi również papierosy. Tacy fałszywi przyjaciele, których nigdy wcześniej nie potrzebowałem – nigdy nie mogłem się do nich przekonać.
Tak więc miałem dwójkę nowych towarzyszy, papierosy i .. buty z którymi też jeszcze się nie złączyłem, zbyt mało kilometrów przebyliśmy żeby się zapoznać. Jedyna część garderoby z którymi mogę czuć jakąś „więź” – bo stare dobre buty dokładnie wiedzą przez co przeszedłem.
Zimna i wietrzna aura nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz, ale musiałem się z nią zmierzyć .. z nią
i ze sobą. Najlepszym sposobem pewnie będzie wędrówka brzegiem Sanu. No tak to nie jest Wrocław i nie znajdę tutaj stu mostów, ale wystarczy mi mała ławeczka z widokiem na rzekę i drugi brzeg. Ale będąc tam mogę być całkiem gdzie indziej .. mogę się przenieść gdzie chcę.
A najlepszym dla mnie miejscem ostatnio jest po prostu mój własny świat wyobraźni.
Próbuję urzeczywistnić sobie go kreując następne chmury dymu tytoniowego. Gęstość dymu intensyfikuje niska temperatura i para wydobywająca się z ust. Każdy wdech jest jak zaczerpnięcie inspiracji .. wszystkie substancje smoliste wypełniam swoimi emocjami i przeżyciami. Trzymam je wewnątrz jak najdłużej tak aby kłęby dymu zawierały jak najwięcej mnie. W końcu wydmuchuje …
i czuje ulgę, pozbywam się wszystkiego co złe, i zamieniam to coś nowego. Wszystko nabiera nowego kształtu a ja upajam się kształtem każdej chmurki, czuję że wspólnie z wiatrem oddalamy każdą następną … Mam nadzieję, że żadna z tych toksycznych kreatur już nigdy do mnie nie wróci.
I ja czuje się w tym momencie coraz lżejszy, chociaż wiem że moje płuca będą przez to ciężkie.
Dlatego musze z tym skończyć, gaszę papierosa i wstaję z ławeczki i zostawiam to złe towarzystwo.
Nie chcę się z nimi zaprzyjaźnić, wolałbym żeby zostali znajomymi z którymi spotykam się raz na jakiś czas. A palenie pozostanie dla mnie tylko takim rytuałem… powiedzmy jak fajka pokoju.
A jutro … jutro może to powtórzę, tylko już bez fajki pokoju, może zmienię towarzystwo na
muzykę + słuchawki. A może wezmę telefon i do niej zadzwonię ? Chociażby po to żeby usłyszeć jej głos, którego moje uszy nie słyszały już od bardzo dawna … bo raczej nie odważę się odezwać .. co mógłbym jej powiedzieć po takim czasie (?). Ale czasem mam taką skrytą nadzieję, że zobaczę ją gdzieś kiedyś na ulicy .. tak jak wtedy na ostatnich wakacjach.
Nieważne … dzisiaj (ZA)LANY poniedziałek więc trzeba troszkę oblać, albo nawet wlać .. wódkę do gardła ! Życzę wszystkim tak samo mokrej zabawy.