Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samobójstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samobójstwo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 października 2013

ostatni plan

Jakiś czas temu po przeczytaniu posta koleżanki Tarzanskiej  zastanowiłem się nad OSTATNIM DNIEM ŻYCIA. Jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało. Ale chyba nie jestem jedyną osobą, która rozmyślała nad tym jak wyglądałby ostatni dzień życia. Mi akurat pojawił się bardzo klarowną wizję całej sytuacji. Podświadomość wysłała mi ten pomysł błyskawicznie ukazując jakieś ukryte obrazy. Nie wiem czy to kwestia horrorowych inspiracji i koszmarnych snów ale gdyby jutra miało nie być to dziś wyglądałoby tak:



… coś nagle go przebudziło. Jego lewa powieka była spowita warstwą absurdu a prawa powłoką nonsensu. Mikołaj otworzył oczy przecierając je mocno. Następnie strzepał z siebie kołdrę niedorzeczności i spuścił nogi na podłogę. Siedział tak parę minut z twarzą schowaną w dłonie powoli dochodząc do siebie. Musiał się rozbudzić, albo nawet wytrzeźwieć. Czuł, że kac zaraz zapuka do drzwi jego głowy i wytrze buty o płaty skroniowe. Jego łepetyna przezwyciężyła grawitację i podniosła się by zaczerpnąć oczyma odrobinę rzeczywistości. Jednak to co zobaczył nie wydawało mu się ani trochę realne. W oczy rzuciła mu się rozbita szyba … ktoś wybił okno, a przeciąg zamknął drzwi do pokoju. Z całego rozgardiaszu jaki uczynił w pomieszczeniu wiatr Mikołaj wyłowił wzorkiem kamień, który leżał na podłodze w asyście potłuczonego szkła. Podniósł go, obejrzał i stanął jak wryty. Kamień był zimny, lodowaty i mimo, że oblepiony papierem poranił jego dłonie. Nie poczuł tego, chwycił za klamkę … przedpokój, kuchnia, salon, nawet kibel wyglądał jakby Malczewski z Tanatosem urządzili sobie w mieszkaniu całonocną libację. Usłyszał spadającą na parkiet kroplę krwi i przeszedł go dreszcz. Podświadomie wiedział, że musi potwierdzić odbiór "kamiennej" przesyłki. Odwinął z kamienia poszarpaną kartkę papieru … „ZOSTAŁO CI DWADZIEŚCIA CZTERY GODZINY”

***

Pstryk, pstryk, pstryk … odpalił papierosa i zaciągnął się najmocniej jak tylko umiał. Dym tytoniowy sprawiał wrażenie czystszego niż otaczające go powietrze. Mikołaj siedział skulony na balkonie obserwując przeźroczystą okolicę. Toksyczny powiew przerażenia uderzył go mocną falą i niósł ze sobą głośne szmery. Niezidentyfikowane  szepty złożyły się w całość mówiąc „Umrzesz. Dwadzieścia cztery godziny – umrzesz”. To nie był sen, to nie był kac … Mikołaj mimo wszystko myślał już bardzo trzeźwo i wiedział, że to dzieje się naprawdę. Był pewien,  pewien do bólu. Ostatni dzień jego życia: dwadzieścia – już – trzy godziny. Jakkolwiek dobitnie by to nie brzmiało miał świadomość tego co się niedługo stanie. Wiedział też, że musi ten czas wykorzystać. Mikołaj miał plan. Chciał coś udowodnić samemu sobie. Mimo tego, że już nic nie zależy od niego pragnął pokazać sobie i światu, że to on trzyma życie w swoich rękach. Przynajmniej te ostatnie godziny. Nie miał czasu na spełnianie wszystkich marzeń – było ich za dużo. Ale było coś co mógł wtedy zrobić. Zostawić cząstkę siebie, wyjawić tajemnicę i się pożegnać. Ubrał się, połknął dwie tabletki swojego ulubionego Xanaxu i wyszedł na śmiercionośny spacer.

***
Pierwszą część planu już zrealizował – zostało mało czasu. Pędził niemiłosiernie nie zauważając znaków drogowych i czerwonych świateł. Złamał chyba wszystkie przepisy ruchu drogowego ale sprawiało mu to przyjemność … jego oczy płonęły. Szaleńczy wzrok wypatrywał swojego upragnionego celu. Opony żarłocznie połykały następne kilometry nie patrząc na żaden savoir-vivre. Adrenalina płynąca w żyłach Mikołaja zniwelowała poczucie upływających sekund. Był już na miejscu. Zaparkował tuż przed jej domem. Wiedział, że Magda była w domu – krzyczał i walił w klakson.  Wybiegła z domu lekko zdezorientowana gdy on stał oparty o karoserię samochodu. Jego spokojna i powściągliwa twarz kontrastowała z jej rozbieganym wzrokiem i szybkim oddechem. Prosto z mostu zakomunikował jej ostateczne pożegnanie. Nie dał dojść Magdzie do słowa ani na sekundę … chaotycznie przedstawiał swoją zgubną wizję, nie wyjaśniając dokładnie co się stało. Z całego bałaganu słów dziewczyna wyłowiła tylko, że Mikołaj odchodzi na zawsze – w głowie pojawiło się jej setki pytań. Myślała, że chce gdzieś uciec, nie wiedziała tylko gdzie. Chwycił ją nagle za brodę łapiąc kciukiem i palcem wskazującym dociągając mocno do samochodowej maski. Zbliżył do niej swoją twarz cały czas patrząc jej prosto w oczy i pogłębiał to spojrzenie z każdym oddechem. Jego usta wyartykułowały  najbardziej dobitne słowa jakie kiedykolwiek usłyszała. „Kocham Cię!” – usłyszała jeszcze parę razy powtórzone przez nierealne echo odbijające się od ścian jej głowy. Do swojego szczerego wyznania dodał jeszcze kilka słów – ostatnich słów. Zdradził jej, że napisał bardzo długi list w którym zawarta jest jego największa tajemnica – ta, której nie zdradził nikomu i nie przyznawał się do niej przed samym sobą.

- Wiesz gdzie go schowałem, znajdź go i zrób to co trzeba …
- Mikołaj, no co Ty?!
- Nie becz, zrób to. Żegnaj bejbe.

Magdalena wiedziała już, że to koniec. Koniec jego, koniec jej i ich wspólny koniec. Doszło też do jej świadomości to, że teraz ona ma jakąś misję. Zostawił w jej rękach zwieńczenie swojej tajemniczej egzystencji. Wystarczyła sekunda by zatraciła się w tej myśli, lecz szybko się ocknęła gdy Mikołaj pocałował ją mocno wbijając się w jej suche ze strachu usta. To był ich PIERWSZY pocałunek …

***

Spełnił swój plan. Napisał najdłuższy list w swoim życiu, wyrzucił w nim wszystko co dręczyło go przez kilka ostatnich lat. Tajemnicze wyznanie czekało już tylko aż Magda je odnajdzie … zrobił wszystko co tylko mógł i wierzył, że dziewczyna zrobi to co trzeba. Jemu pozostał już tylko ostatni akcent marnego żywota. Był jednak z niego zadowolony i czuł dumę z każdego swojego wyboru. Zawsze decyzje podejmował sam, nigdy nikogo nie słuchał – chciał być niezależny za wszelką cenę. Zdecydował więc uprzedzić swoje przeznaczenie. Wolał osobiście wybrać śmierć niż tak po prostu się jej poddać. Wyciągnął ze schowka kradzioną Berettę ... - zwymiotował resztkami gęstego strachu i pozostałościami Xanaxu - przyłożył ją do skacowanej skroni i bez namysłu pociągnął za cyngiel.

TO NIE ŚMIERĆ WYBRAŁA MIKOŁAJA – TO MIKOŁAJ WYBRAŁ ŚMIERĆ.








czwartek, 23 maja 2013

STRZAŁ - cz.3


Jako, że nie mam chwilowo ochoty na tworzenie czegoś nowego to opowiem Wam pewną "starą" historię. Pisałem ją chyba łącznie ze trzy dni. Finalnego kształtu nabrała dnia 14.01.13 r. Ukazały się tutaj już dwie części - TUTAJ i TUTAJ. Jeżeli je przegapiliście to nadróbcie zaległości i przeczytajcie. To już jest ostatnia część - więc nie musicie się zastanawiać nad dalszym ciągiem. Ale jeśli było nudno to dajcie znać. 

*******************************************************************************************************************************************
STRZAŁ - cz.3


Dopiero teraz wymyślił plan ucieczki i chciał wziąć ze sobą Kamilę. Środkiem transportu miał być pistolet. Doszedł do wniosku, że woli umrzeć niż trafić w ręce policji i później do więzienia, bywał już w areszcie – znał to. Ale szalę przechyliła myśl o jego wspólnikach … nie mógł zdradzić swojej bandy, z tych interesów nie wychodzi się żywym. Po takiej zdradzie i tak by nie przeżył, więc to kwestia czasu.  Nie podjął rozmów z negocjatorami, mimo wielu prób z ich strony … siedzieli z dziewczyną po cichu i czekali na koniec. Policja  natomiast naiwnie czekała na cud i miała nadzieję, że podejrzany sam opuści mieszkanie. Cała akcja opierała się na zabezpieczeniu okolicy i czekaniu na szaleńca. Nie mieli z nim żadnego kontaktu ale nie podejrzewali w swojej naiwności, że Andrzej spierdoli im do świata umarłych.
Późna już noc .. antyterroryści czają się na klatce, cywile czatują w miejscach o których policja zapomniała. Ci którzy dostali się bliżej patrzyli w okna mieszkania na trzecim piętrze, czekali, czekali i nic się nie działo. W ciszy próbowali nasłuchiwać jakiś głosów akcji … cisza. Przerażająca i przeszywająca uszy i duszę cisza. W powietrzu wisiało coś, coś co może już się stało – tego jeszcze nikt nie wiedział. 
Parka z zabarykadowanego lokum wybierała się w ostatnią podróż. Siedzieli na podłodze w tym ostatnim objęciu, który wydawał się taki dziecięcy i bezinteresowny. Jedną ręką obejmował dziewczynę a w drugiej dalej trzymał gnata (na którego założył tłumik), którego nie wypuścił od kiedy zlokalizował policję. Starał się trzymać, szło mu dobrze jak na gościa który zwariował kilka(naście) godzin temu, ale w środku czuł strach, który wychodził mu skórą, włosami i wszystkimi otworami ciała. Zobaczył, że dziewczyna zbladła i od dawna się nie odzywała … wydusiła jednak ciche zmęczone „kochałam cię”. Znowu chciało się jej rzygać. Pogładził ją delikatnie lufą pistoletu po policzku wilgotnym od potu i zmierzał ku skroni (wydawało mu się, że zajmie to wieczność) … ale w końcu … strzelił ! z wielkim bólem, ale czuł, że musi. Opadła na niego ale nie chciał na nią patrzeć. Teraz miało nastąpić 30 najdłuższych sekund w życiu Andrzeja B. W głowie słyszał nierealne odliczanie do zera … i pociągnął spust, który przy tym ostatnim strzale był niewyobrażalnie ciężki. W momencie strzału przestał się bać.          
Dziewczyna gangstera już nigdy nie wyprowadzi żadnego psa na spacer i teraz może liczyć co najwyżej na ognisty spacerniak. Natomiast Andrzej B. wyląduje w piekielnej izolatce blisko diablego kotła. „Warszawiak” – jak nazywali go na osiedlu, już nigdy nie zobaczy meczu swojej ukochanej Legii Warszawa, a szkoda, mają szansę na mistrzostwo. Nigdy też nie zaparkuje krzywo na swoim parkingu wkurwiając zmotoryzowanych sąsiadów … na pewno nie będą za nim tęsknić, ale zapamiętają go na długo.
Dwa jeszcze ciepłe ciała czekały aż super agenci odkryją ze zdziwieniem zakochanych samobójców. Z nieboszczyków uciekały powoli  wszelkie oznaki życia i wielkie tłuste kawały ich grzechów. Zostały  natomiast siniaki, dziury po kulach i krew z zawartością narkotyków. W mieszkaniu było jeszcze więcej grzesznych dowodów. Antyterrorystów po wejściu do mieszkania uderzyła fala zimna … śmierć była zimna, a panowie dodatkowo poczuli, że zjebali misternie przygotowany plan ujęcia zbrodniarza. Ta dwójka miała przeżyć … a nie przeżyły nawet ich psy.
Ile ludzi, tyle teorii, ale jedno jest pewne – zginął od broni, którą sam wojował. 

*******************************************************************************************************************************************


NIE MOGŁEM TEJ HISTORII ZAKOŃCZYĆ INACZEJ - NIESTETY. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że Andrzej B. mieszkał sobie w odległości ok. 300 m ode mnie. Historia ta wydarzyła się rzeczywiście. Jest oparta na faktach i osnuta całą masą moich domysłów (bo przecież nie było mnie w jego mieszkaniu) ... niektóre z nich sprawdziły się w faktach ujawnionych podczas śledztwa. Choć teraz temat ucichł, bo chyba wyszła z tego grubsza sprawa. Diler narkotyków i przemytnik działający w Polsce i Ukrainie. Tak właśnie skończył Andrzej B., który przez 4-5 lat żył sobie w moim sąsiedztwie. Szkoda mi tylko dziewczyny ...




niedziela, 19 maja 2013

STRZAŁ - cz.2


Jako, że nie mam chwilowo ochoty na tworzenie czegoś nowego to opowiem Wam pewną "starą" historię. Pisałem ją chyba łącznie ze trzy dni. Finalnego kształtu nabrała dnia 14.01.13 r. Post wcześniej ukazała się pierwsza część. Teraz czas już na drugi "rozdział". Jeżeli pierwszy Was ominął - to zapraszam TUTAJ. Przeczytajcie i zastanówcie się nad ciągiem dalszym, który niewątpliwie nastąpi w następnym poście będąc ostatnim rozdziałem "Strzału".

*******************************************************************************************************************************************
STRZAŁ - cz.2


Andrzej B. miał dziwne przeczucie, że wcześniej coś mu umknęło, postanowił jeszcze raz spatrolować podwórko. Szukał czegoś co widział już poprzednim razem patrząc z okna. Sprawdził z obydwu stron mieszkania … i nagle się zorientował. Na parkingu stał zaparkowany samochód z wyróżniającymi się rejestracjami, w pobliżu pojazdu kręciło się dwóch facetów, którzy od razu wydali mu się policjantami. Przypatrzył się dokładnie żeby mieć pewność. Podświadomie wiedział, że oni wiedzą, że to nie przypadek. Wpadł w furię a instynkt obronny podpowiadał, że musi strzelać. Wyjął broń i wycelował w stronę tajniaków ale żaden z czterech strzałów nawet nie zbliżył się w tamtą stronę – jakby strzelał ślepakami. Obraz przed oczami mu się zamglił i udało mu się tylko dostrzec tych facetów którzy obezwładnili jakiegoś kierowcę na parkingu, myśleli, że to on. Ale szybko się zorientowali, że strzelec patrzy na nich z trzeciego piętra. Trzasnął oknem prawie je wybijając, pobiegł do przedpokoju, na drodze stanęła mu dziewczyna, staranował ją i w sprinterskim tempie zaczął blokować drzwi i zasłaniać okna. Sam przyniósł wszystkie najcięższe graty pod swoimi drzwiami, przesuwał meble z lekkością, jakby ruszał pionkami na planszy. Psy zaczęły ujadać a hałas był dla niego nieznośny i miał wrażenie, że głowa mu wybuchnie. Zabił jednego szybkim pociągnięciem za spust … drugi miał więcej szczęścia i uciekł.   
Mężczyzna usiadł na zimnej ze strachu podłodze, poczuł przeraźliwe zimno, całe mieszkanie na które patrzył zdawało mu się lodowate. Miał sparaliżowane ciało i myśli, dopiero kiedy usłyszał, że w łazience dziewczyna wymiotuje wstał i kontynuował barykadowanie mieszkania. Nie miał poczucia czasu i nie wiedział że tak szybko jego mieszkanie-bunkier zostanie otoczone. Ukradkiem podglądał przez okno starając się kontrolować sytuację. Spojrzał na zegarek, była 14 ale nie wiedział jaki jest dzień tygodnia. Wciągnął nosem ścieżkę z białego proszku żeby nabrać nowej energii, zrobił też wodno-amfetaminowego drinka dla Kamili, wlał w nią całą szklankę i wsadził głowę pod kran z zimną wodą. Włączyli telewizor i zaczęli śledzić kanały informacyjne gdzie dowiedzieli się, że są otoczeni a wszystkie siły policyjne miasta skupiły się na osiedlu. Gorzej - do miasta dotarły specjalne oddziały antyterrorystyczne i snajperzy którzy czaili się na dachu pobliskiej szkoły. Miał się pojawić też negocjator i rzeczywiście się pojawił ale nie zrobiło na nim żadnego wrażenia. Trzymał w ręku broń ze świeżym magazynkiem i czekał. Śmiał się z tych wszystkich policjancików którzy się na niego czaili i nie mogli nic zrobić, tak jak by się go bali, schlebiła mu ta myśl. Jednocześnie uświadomił sobie, że to jest koniec i trzeba zakończyć to najlepiej jak tylko się da.
Negocjator chciał wyciągnąć z mieszkania siedemnastolatkę, dziewczyna chciała uciec ale chciała też zostać. Pistolet w ręku Andrzeja jednak delikatnie sugerował żeby została i tak też zrobiła. Musiała wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze – zawsze naiwnie nabierała się na obiecanki Andrzeja, choć tym razem nic nie obiecywał. Była nim zafascynowana i przestraszona jednocześnie. Fascynacja ta przeradzała się z czasem w uzależnienie. Zawsze jej pomagał, opiekował się nią i czuła w nim oparcie od którego nie mogła się uwolnić. Za takie poczucie jednak musiała płacić … i to słono. Andrzej miewał często swoje „odchyły” i „odloty”. Wtedy musiała się bać agresji, która unosiła się wokół jego i jego znajomych. Znał jej czułe punkty i z łatwością mógł nią sterować i manipulować, była zbyt słaba i nie chciała się rzucać swojego toksycznego nałogu. Toksycznego tak jak ten związek.
Było już ciemno, w mieszkaniu odcięto prąd, ale dla nich to nie miało żadnego znaczenia bo przecież myśleli o czym innym. Facet z pistoletem w ręce opowiedział swojej kochance co się stało, miał wyraźnie załamany głos ale poza tym nic nie zdradzało jego strachu, mimo to ona wiedziała. Już wiedziała, że źle zrobiła nie uciekając z tego mieszkania … przeczuwała najgorsze, myślała o swoich rodzicach i wszystkich złych rzeczach... Po mieszkaniu szwendał się ocalały wcześniej pies, który wkurwiał  swojego pana niemożebnie i narażał się na jego gniew, ale teraz  po prostu nie mógł go zabić. Tymczasem na zewnątrz już od kilku godzin osiedle otoczyła policja i całe stada rządnych sensacji gapiów. Najpierw na ulicach był gwar, strach i ogólna dezorientacja ale z każdą godziną robiło się spokojniej. Każdy wyczekiwał, jedni w domu przed telewizorem, inni na ulicy patrząc w stronę nieszczęśliwego bloku. Mieszkańcy miasta czuli niepokój, na ulicach nawet tych na drugim końcu miasta można było zauważyć wzmożony ruch. Andrzej B. jednak odciął się od tego całkowicie i miał nadzieję, że zaraz po niego przyjdą … nie przychodzili. 

CDN

środa, 15 maja 2013

STRZAŁ - cz.1


Jako, że nie mam chwilowo ochoty na tworzenie czegoś nowego to opowiem Wam pewną "starą" historię. Pisałem ją chyba łącznie ze trzy dni. Finalnego kształtu nabrała dnia 14.01.13 r. Jeśli macie na tyle cierpliwości to przeczytajcie i zastanówcie się nad ciągiem dalszym - który nastąpi jeszcze w następnych dwóch częściach. Gotowi ? (aaa ... jeśli nudne - to dajcie znać).

*******************************************************************************************************************************************
STRZAŁ - cz.1

Strzelił. W magazynku brakowało czterech kul. Krystian L. leżał w śniegu, a w powietrzu wyraźnie unosił się gęsty zapach juchy. Zabójca, rzucił ostatnie spojrzenie na ciało oświetlone krwistym światłem latarni.  Wsiadł do samochodu, w którym cuchnęło gangsterską awanturą. Miał problem z odpaleniem silnika ale odjechał. Jego dłonie zacisnęły się na kierownicy z miażdżącą siłą i mało brakowało by ją wyrwał. Śpieszył się, było bardzo ślisko a on nie zwracał na nic uwagi, patrzył prosto przed siebie nie myśląc o czymkolwiek. Jakiś kilometr od miejsca zbrodni minął go jakiś samochód. Było około godziny 6:30, było zbyt ciemno żeby kierowcy mogli się zobaczyć szczegółowo. Andrzej B. był zadowolony z siebie bo wykonał swój gangsterski obowiązek. Dojechał na parkingu, który znajdował się w neutralnym miejscu i nie wzbudzał podejrzeń. Zaczął się denerwować i chodzić wokół samochodu. Po dłuższym zastanowieniu zostawił go i szybkim krokiem ruszył do swojego mieszkania. Prawie biegł, oglądał się na wszystkie strony.
Pięć minut później był już u siebie. Czekała na niego jego przyjaciółka Kamila. Wiedziała, że coś się wydarzyło, zaczęli się kłócić, szarpali się a dziewczyna nie mogła się uspokoić, zaczęła płakać. Wziął z lodówki butelkę wódki, polał do dwóch szklanek – kazał jej wypić. Ciśnienie z niej zeszło a on wypił tą szklankę jednym haustem. Zaczęli rozmawiać już dużo spokojniej, on powoli dopijał butelkę a ona się mu przyglądała z jakimś niedowierzaniem. Mężczyzna wcale nie poczuł wypitego alkoholu i właściwie teraz zaczął dochodzić do normalnego stanu. Adrenalina uleciała i wytrącił się z transu. Uświadomił sobie co tak naprawdę zrobił. Robił już w życiu złe rzeczy, ale dotarło do niego, że nie jest już zwykłym małym przestępcą, teraz stał się mordercą. Wizja gangsterskich porachunków zasłoniła mu rzeczywistość, zaczął się czuć z tym źle, nie podejrzewał siebie o coś takiego.  Patrzył się w pustą białą ścianę, ignorował swoją małoletnią kochankę. Zaczął przypominać sobie wydarzenia całej nocy, pamiętał wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Pamiętał, ale tylko do momentu kiedy wyciągnął pistolet. Wiedział, że zabił i wiedział dlaczego to zrobił ale nie mógł zrozumieć dlaczego zostawił ciało w tak widocznym miejscu. Ocknął się dopiero wieczorem, czuł straszny głód i postanowił coś zjeść … nie wiedział, że to była jego ostatnia kolacja.
Zapadła noc, Andrzej B. był już wyczerpany, trzęsły mu się dłonie. Żeby odgonić sen sięgnął po woreczek z białym proszkiem, amfetamina była jednym z powodów dla których zabił. To wszystko przez to białe gówno. Dosypał narkotyk do swojej szklanki i wypił. Przez całą noc zadawał sobie pytanie „co dalej?”. Palił papierosa za papierosem. Nie miał planu, ale odzyskał normalną świadomość. Wiedział, że policja może być wszędzie ale chciał poczekać w mieszkaniu. Myślał, że tam będzie bezpieczny a za niedługo wymyśli plan ucieczki. Około godziny 10 rano powiedział dziewczynie, żeby wyszła wyprowadzić psy. Chciał żeby wracała szybko i trzymała się samego podwórka, żeby mógł ją obserwować z okna. Wyszła i nie było jej dość długo, zapomniał o obserwacji więc myślał, że coś jest nie tak. W pewnej chwili uświadomił sobie, że od zabójstwa minęło już prawie trzydzieści godzin. Wyjrzał przez okno i przeczesywał wzrokiem okolicę, nagle Kamila pojawiła się pod klatką, wchodziła na górę. Krew zaczęła mu się gotować i w nerwach złapał dziewczynę ze szyję nie kontrolując swojej siły. Zaczęła się dusić więc ją puścił, spadła na podłogę.  Psy wyczuwały coraz większą nerwowość. Debiutujący morderca podejrzewał dziewczynę o to, że się z kimś skontaktowała. Wydarł jej z kieszeni telefon i przeszukał go. Nie znalazł tam nic podejrzanego więc chwilowo się uspokoił, siedemnastolatka ze strachem i łzami w oczach przeprosiła ukochanego, nie wiedziała czego się spodziewać.  

CDN

czwartek, 2 maja 2013

Eksplozja


Piszę to w momencie kiedy parę godzin temu dowiedziałem się o samobójstwie znajomego. Przyjaciela rodziny – nazwijmy go. Wszyscy są w szoku … chociaż chodził do psychologa, leczył depresję … i tak nikt w to nie może uwierzyć. Ale cóż innego nam teraz pozostaje jak „być w szoku” (?). Składam teraz szczątki myśli w jakąś bliżej nieokreśloną formę, która mogła by ukazać to co czuję.
Przy akompaniamencie smutnej muzyki i równie smutnego piwa usiłuję stukać w klawisze.

Dla mnie akurat nie był on bardzo bliski … no ale mimo wszystko znałem człowieka … i to chyba jest wystarczający powód żeby nie wiedzieć co ze sobą zrobić po takiej informacji.

Powiesił się. Nie wyobrażajcie sobie tego – proszę.
Nie chcę oceniać tego, że zostawił żonę i dzieci w domu wystawionym na licytację. Nie wiem i nigdy nie będę wiedział, czy mogę go nazwać tchórzem bo uciekł od problemów czy też kimś kto był na tyle odważny by samemu sobie odebrać życie. Wielkie długi i hipoteka zapewne były tym co przeważyło szalę na stronę śmierci. To był ciężar przez który jego pętla zacisnęła się jeszcze mocniej. Podobno miesiąc temu odstawił leki … odstawił bo pojawiła się nadzieja na wyplątanie się z tego węzła gordyjskiego zaciśniętego na szyi jego rodziny. Odstawił bo myślał, że już sobie poradzi.
Nie poradził sobie … Udało mu się tylko to co w poprzednich dwóch próbach nie wyszło.
Trzeci samobójczy akt okazał się ostatnim i ostatecznym.

Szczerze mówiąc nie mogłem z siebie wydusić żadnych łez … Mimo, że to okropne …
Bardziej od potrzeby płaczu czy szlochu czułem potrzebę zrozumienia tego człowieka. Zastanowienia się nad tym co musiał mieć wtedy w głowie … wtedy i przez ostatnie paręnaście miesięcy.
Jaką mocną presję musiały wywierać na niego wszystkie przygniatające problemy ... jaki ślad na psychice pozostawiała okrutna rzeczywistość. Z iloma myślami, wątpliwościami i dylematami musiał stoczyć walkę … Walka z nimi po pewnym czasie musiała się zamienić na walkę z samym sobą.
Czy samobójca traktuje się jako wroga samego siebie ? Wtedy żadna ze stron nie może wyjść zwycięsko z takiego pojedynku.

W czasie tej walki głowa musi przypominać tykającą bombę.
Jedna część człowieka jest terrorystą planującym zamach a druga natomiast saperem próbującym rozbroić ładunek. Dylematem jest zawsze, który kabelek trzeba uciąć (?).

Myślę, że tu kabelków było naprawdę sporo … sam chciałbym zlikwidować kilka z nich w swojej głowie. Wiem, że nie przeżyłem nic tak dramatycznego żebym musiał wzywać brygadę saperów.
Ale czasem mam wrażenie, że mój mózg zamienia się w minę albo nawet całe pole minowe.
Mam tylko nadzieję, że nikt nie nadepnie w miejscu nieodpowiednim. Że nic nigdy nie wybuchnie we mnie.

Nie wiem dlaczego miałem w życiu parę okresów kiedy chciałem przejść na stronę terrorystów i zdetonować co nie co. Może tylko dlatego, że chciałbym zobaczyć jakie skutki przyniosłaby eksplozja

Pisałem ten tekst bardzo długo. Wymieszany emocjami i przemyśleniami nie mogłem odnaleźć jakiejkolwiek spójności z literami na ekranie.
Kiedyś wrócę tutaj z pytaniem „Co by było gdyby mnie nie było”.

P.S.
W jakim my kurwa żyjemy kraju skoro zmusza on ludzi do takich rzeczy?
Co nasze państwo zrobi żeby pomóc jego rodzinie?